Blog · 2026-03-20
Czechy: kto naprawdę pilnuje zarządu
Czeska prywatyzacja kuponowa była chwalona za tempo i „sprawiedliwość” — akcje trafiły do milionów obywateli. Ale Claessens i Djankov zadali kłopotliwe pytanie: czy rozproszona własność faktycznie służy firmom? Ich odpowiedź, oparta na danych, brzmi: niekoniecznie. Przedsiębiorstwa, w których własność szybko się skoncentrowała, radziły sobie lepiej niż te z rozproszonym akcjonariatem.
Problem gapowicza w nadzorze
Mechanizm jest prosty: gdy firmę posiada milion drobnych akcjonariuszy, żaden z nich nie ma bodźca ani możliwości, by realnie kontrolować zarząd — to klasyczny „problem gapowicza”. Dopiero duży właściciel, który ma dużo do stracenia, pilnuje menedżerów, wymusza restrukturyzację i myśli długofalowo. Koncentracja własności była więc nie wypaczeniem reformy, lecz jej naturalnym, korzystnym dopełnieniem.
Lekcja o metodzie
Czeski przypadek nie podważa prywatyzacji — podważa naiwną wiarę, że „im szerzej rozdana własność, tym lepiej”. Dla Polski to wskazówka przy debacie o wprowadzaniu SSP na giełdę: rozproszona oferta publiczna wygląda demokratycznie, ale jeśli nie towarzyszy jej realny nadzór właścicielski, spółka może dryfować. Dobra prywatyzacja to nie tylko sprzedaż — to stworzenie kogoś, komu naprawdę zależy.
Źródło: Ownership concentration in the Czech Republic, Claessens & Djankov · ← wróć do: Case studies prywatyzacji